Denerwuje mnie coś takiego. Takie praktyki pokazują tylko, jak wielka jest ignorancja dużych korporacji. Umocnianie i namnażanie zabezpieczeń nie przyczyni się zbytnio do spadku piractwa i to z bardzo prostej przyczyny. Jeśli kogoś nie stać na wydanie 100USD (w najlepszym przypadku, ale zakup wersji OEM w dłuższej perspektywie mało się opłaca) na Windows, to go nie kupi. I zabezpieczenia nic tu nie zmienią. Dopóki może, bedzie korzystał z piratów. Świat, to nie tylko USA, Kanada, Anglia, Francja, Niemcy i Japonia. Jest Ameryka Południowa, jest Wschodnia i Południowa Europa, część Afryki, pozostała część Azji, ogólnie ponad miliard potencjalnych klientów, których po prostu nie stać na Windows. I proszę, nie mówcie mi, że jak kogoś stać na komputer, to stać go i na Windows. Komputer można kupić na raty na 2 lata. Wyprodukowanie i transport każdej części kosztują, więc można taką inwestycję jakoś usprawiedliwić, pogodzić się z ceną. W przypadku oprogramowania koszt ponosi się jednorazowo, póżniej kopiuje się efekt końcowy w nieskończoność i na nim zarabia. Płytka w sklepie kosztuje 80gr, jak więc usprawiedliwić zakup, nawet na raty, czegoś, co jest na takim samym nośniku, a kosztuje 1021,14zł? Bez względu, czy będzie to kosztować 50zł czy 500zł, i tak producent na tym zarobi. Więc dlaczego aż tysiąc? Przecież to połowa ceny średniej klasy desktopa, w dodatku za coś, czego nawet nie jest się właścicielem!
Ciągłe rozbudowywanie zabezpieczeń na dłuższą metę będzie miało jeden efekt. Skromny procent ogółu użytkowników piratów, którego stać na system kupi jego oryginalną wersję. Reszta podzieli się na dwa obozy. Pierwsi, bardziej techniczni, będą nadal korzystać z pirackiego oprogramowania i edytorem heksowym obchodzić kolejne zabezpieczenia, tak jak to jest teraz w przypadku Windows XP SP2. Co jakiś czas trzeba zmodyfikować plik od WGA, zarówno systemowy, jak i wtyczkę dla Firefoksa, jeśli się go używa. Ponadto część plików pobranych ze stron MS wymaga osobnego crackowania, np. WMP11, IE7, tak było również z MS ScoreBoard. Jest to trochę uciążliwe i z czasem będzie coraz gorzej, ale można w ten sposób działać bez ograniczeń na pirackiem oprogramowaniu. Druga grupa osób będzie używała starszych wersji Windows tak długo, jak tylko to będzie możliwe. Jak przestanie się pojawiać oprogramowanie i sterowniki dla danego systemu, przesiądą się na ograniczony Starter Edition lub na Linuksa. Dlaczego nie zrobią tego od razu? Starter nie jest wart swojej ceny jak na możliwości, które oferuje. Poza tym, po co płacić tyle za kastrata, jak za ułamek tej ceny można mieć niczym nie ograniczoną kopię? Jeśli zaś chodzi o Linuksa, cóż, brakuje tutaj części oprogramowania, a Windowsowe nie ruszy bez kombinatoryki, która przerasta większość użytkowników. Są też tacy, którzy by sobie z tym poradzili, ale nie zrobią tego, dopóki nie zostaną do tego zmuszeni. W końcu po co się tak bawić, skoro można mieć to wszystko szybciej i łatwiej na piracie? Ostatnią grupą są esteci, których wygląd i usability Linuksa denerwuje i odstrasza po kilku godzinach. Też się nie przesiądą, dopóki nie będą mieli innego wyjścia.